niedziela, 18 stycznia 2015

Składy 2015: McLaren

Od 1998 roku, stajnia z Wooking czeka na mistrzostwo świata. W tym roku, nadarza się - być może - niepowtarzalna okazja, aby tytuł ten zdobyć w spektakularnym stylu. Wszystko za sprawą dwóch czynników: pierwszy - Fernando Alonso; drugi - silniki Hondy. O ile, wartość dodatnia japońskich jednostek napędowych stoi pod znakiem zapytania, o tyle, o formę hiszpańskiego, dwukrotnego mistrza świata możemy być spokojni. Warto - lub też nie - dodać, że partnerem Alonso, w tym sezonie będzie mistrz świata z 2009 roku, Jenson Button. Ale od początku...

McLaren w zeszłym sezonie zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej - dość przeciętnie jak na ekipę o takim zapleczu, potencjale i tradycjach. Nie był to jednak - jak mniemam - rok stracony. Brytyjski zespół poświęcił 2014 rok na rzecz tego, który nastał wraz ze styczniem - było to dostrzegalne zarówno w wynikach, wypowiedziach, jak i podejściu do kolejnych Grand Prix.




Alonso, Alonso... W sumie, wystarczy jedynie przypomnienie nazwiska, aby uświadomić wszystkim jakiego pokroju kierowcą jest Hiszpan. W mojej opinii, obok Lewisa Hamiltona i Roberta Kubicy jest jedynym kierowcą chodzącym po tym świecie, który potrafiłby wygrać w bolidzie na to nie pozwalającym - to typ zawodnika, który potrafi przenieść na asfalt cały potencjał bolidu i dodać jeszcze trochę od siebie, jak Ayrton Senna.

Zbędne byłyby zestawienia Alonso z poprzednimi zespołowymi partnerami, ponieważ każdemu, na każdym kroku udowadniał, że w pogoni za wieczną chwałą on zawsze będzie pierwszy. W tym roku, dwukrotny mistrz świata będzie miał jeszcze jednego, dużego sprzymierzeńca - głód wygranej. Alonso od 2007 roku nie miał do dyspozycji konstrukcji, która umożliwiłaby walkę o najwyższe trofea - tym razem również nikt nie da mu takiej gwarancji, ale jeżeli nie teraz, to kiedy? 

Wydaje się, że przejście do McLarena to jedyna opcja na włączenie się do walki o czołowe lokaty - Ferrari od lat ogranicza się jedynie do obietnic, a jedyna ekipa dająca gwarancję sukcesu - Mercedes - jest obsadzona przez dwóch, sprawdzonych kierowców, którzy w zeszłym roku spełnili oczekiwania w stu procentach. Tak więc, można rzecz, że Alonso podjął jedyną możliwą decyzję, choć pełną ryzyka. 



O formę konstrukcji byłbym spokojny - odpuszczenie ostatnich sezonów, powrót Rona Dennisa to czynniki, które dają fanom stajni - w tym również mi - niebezpodstawny optymizm. Ogromnym znakiem zapytania stają się jednostki napędowe, które w tym roku McLarenowi dostarczać będzie Honda. Śmiem pokusić się o stwierdzenie, że los mistrzowskiego tytułu leży w rękach Japończyków - jeżeli sprostają wyzwaniu, to Mercedes bardzo szybko może poczuć nieprzyjemny oddech na plecach. 

Zespół, w którym przewijają się nazwiska "Alonso" oraz "Dennis" po prostu musi być gwarantem sukcesu - prawdopodobnie to dwie najbardziej kompetentne osoby na swoich stanowiskach; przede wszystkim takie, które nastawione są na sukces - choćby po trupach, co można było zauważyć już w 2007 roku kiedy panowie znaleźli się w jednej ekipie. Pech chciał, że w tej samej ekipie, znalazł się wówczas młody, niepokorny i równie żądny sukcesu Lewis Hamilton.

Tym razem będzie inaczej, ponieważ w drugim kokpicie zasiądzie Jenson Button - jeden z najbardziej doświadczonych, najbardziej utalentowanych, a przede wszystkim jeden z najbardziej odpowiedzialnych ludzi w tym biznesie. Może się Wam wydawać, że na starcie skreślam szansę Brytyjczyka w rywalizacji z Alonso - dobrze Wam się wydaje. Darzę Jensona ogromną sympatią i uważam, że zdobyty w 2009 roku mistrzowski tytuł, w pełni mu się należał. Jednakże, tylko ten jeden. Alonso to kierowca, który zasługuje na co najmniej pięć takich trofeów (pod warunkiem, że Vettel już nigdy nie zdobędzie mistrzostwa).



Głównym atutem Buttona na torze jest fakt, iż myśli w kokpicie intensywniej i szybciej niż rywale. To właśnie umiejętność dostosowania się do panujących warunków sprawiła, że jeżdżąc w jednym zespole z Hamiltonem nie został przez niego zdetronizowany. Ta sama umiejętność - prawdopodobnie - zadecydowała o tym, że szefostwo stajni z Wooking nie wsadziło do drugiego kokpitu Kevina Magnussena - kierowcy, który w zeszłym roku jak równy z równym rywalizował z Buttonem, będąc przy tym dużo młodszym, a przede wszystkim debiutantem.

W Polsce - za sprawą komentatorów - przyjęło się, że Jenson jest kierowcą, który perfekcyjnie zarządza oponami (tylko dlatego, że w jednym z wyścigów pojechał na jedną ilość postojów mniej niż rywale). Fakty są takie, że w tej płaszczyźnie, mistrzem od dawna jest Fernando Alonso - Hiszpan potrafi w optymalny sposób wykorzystać potencjał danego kompletu podczas jednego przejazdu. W tym aspekcie dorównuje mu jedynie Kimi Raikkonen (w przeszłości także Robert Kubica). 

Największej różnicy między reprezentantami McLarena, upatrywałbym jednak w tempie kwalifikacyjnym: Anglik nigdy nie był mistrzem w tej dziedzinie - co zresztą świetnie pokazują konfrontacje z zespołowymi partnerami. Alonso natomiast, jest przykładem zawodnika, który w dziewięciu na dziesięć czasówek, wykona okrążenie idealne, a jedno kompletnie zrujnuje. Jednym zdaniem: Jenson Button po prostu nie ma argumentów w wewnętrznej konfrontacji z Fernando Alonso.

Prognozy na koniec sezonu:
Fernando Alonso - miejsce 1-3 - regularne wizyty na podium
Jenson Button - miejsce 3-8 - sporadyczne wizyty na podium
McLaren - TOP3 w klasyfikacji konstruktorów





Źródła zdjęć:
-skysports.com
-mirror.co.uk
-logo-kid.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz