Wraz z przybyciem "cyrku" zwanego Formułą 1 do Europy, sezon 2012 wszedł w drugą fazę rywalizacji. Za nami - a właściwie za zespołami - pięć tegorocznych rund mistrzostw świata i choć dla niektórych komentatorów - z nieznanych nikomu powodów - sezon nadal startuje, to dla mnie zakończyła się jego pewna część i można pokusić się o pierwszą ocenę tego, co widzieliśmy do tej pory na torach.
Osiem dni temu, na blogu dodałem ankietę w której zadałem następujące, jakże błyskotliwe i nieoczekiwane pytanie:
"Który z zespołów zaimponował Ci najbardziej w pierwszych wyścigach sezonu 2012?"
Odpowiedzi udzieliło siedem, odważnie serfujących po internecie osób, które nie bały się, że po kliknięciu przycisku odpowiedzialnego za oddanie głosu w ankiecie, zje ich smok. Tak jak się spodziewałem, większość głosów została oddana na zespół Lotusa, choć osobiście głos oddałbym na inny team, ale do tego przejdę za chwilę. Tak rozkładały się głosy w ankiecie, gdzie biorących udział było mniej niż kibicujących zespołowi HRT, więc stosunkowo niedużo:
Lotus - 4 głosy (57%)
Williams - 2 głosy (28%)
Sauber - 1 głos (14%)
Inny - 0 głosów (0%)Domyślam się, że ludzie oddający głos na ekipę z Enstone, zrobili tak ze względu na wyniki osiągane od początku sezonu, oraz z racji tego, że Lotus z wymienionej przeze mnie trójki znajduje się najwyżej w klasyfikacji generalnej konstruktorów. Osobiście, spojrzałbym na tę sytuację z nieco innej perspektywy. Przypomnijmy sobie sezon 2011, a właściwie jego początek. W Australii, a więc wyścigu inaugurującym sezon, Lotus-Renault(bo tak wtedy nazywał się ten zespół) był mniej więcej trzecią siłą a Vitaly Petrov - który wówczas reprezentował czarno-złote barwy - stanął na najniższym stopniu podium. W drugim wyścigu sezonu, w GP Malezji także mieliśmy Lotusa na podium. To pokazuje, że w ubiegłbym roku, team, który dziś nazywa się Lotus, zbudował bolid niekoniecznie mniej konkurencyjny od tegorocznego E20. Jaki był powód późniejszej klęski? Stajnia nie miała kierowcy, na którym mogłaby budować sukces, ponieważ w ostatniej chwili zabrakło Roberta Kubicy. Eric Boullier razem z Gerardem Lopezem doszli do wniosku, że lepiej szybko przerzucić fundusze na przyszły sezon i tak też zrobili. Wyszło znakomicie - czarno-złote barwy widzimy w czołówce niemal w każdym Grand Prix a w ostatnich dwóch wyścigach stajnia zaliczyła podium trzy razy. Dalej mamy Saubera. Ubiegły rok był dla teamu z Hinwil dosyć bezbarwny. Kierowcy sporadycznie znajdowali się w Q3, częściej - dzięki bolidowi traktującemu łagodnie ogumienie Pirelli - punktowali. Po podium Pereza w GP Malezji, wszyscy liczyli na dalsze sukcesy ekipy Petera Saubera, ale drugie miejsce Meksykanina na torze Sepang jest do tej pory najwyższą lokatą, na której został sklasyfikowany kierowca prowadzący C31. Bez wątpienia, w roku 2012 Szwajcarzy zbudowali lepszy bolid, ale nie jest to milowy krok, ponieważ w normalnych warunkach Kobayashi i Perez są bez szans w walce o podium, a w kwalifikacjach ciężko jest im nawet o wejście do trzeciego segmentu kwalifikacji. Także, Sauber zdecydowanie na plus, ale jest jeszcze sporo do zrobienia. No i w końcu mamy Williamsa. Dla tego zespołu, ubiegły rok był koszmarem. Bolidy Barrichello i Maldonado kończyły wyścigi jedynie przed trójką outsiderów. W ciągu wszystkich, dziewiętnastu rund, reprezentanci teamu Franka Williamsa uciułali(to chyba dobre słowo w tej sytuacji) pięć punktów. Myślę, że przepaść pomiędzy aktualną i ubiegłoroczną konstrukcją najlepiej ukażą liczby. Tak jak napisałem, przez cały poprzedni sezon, Williams zebrał punktów pięć. Natomiast, przed szóstą rundą tegorocznych rozgrywek mają czterdzieści trzy oczka - w tym zwycięstwo i pole position. Ciężko jest powiedzieć co okazało się zbawienne dla teamu Williams. Czy jest to ponowne nawiązanie współpracy z Renault poprzez stosowanie silników tej marki? Może zmiany kadrowe? Albo pozbycie się ze składu kierowców Rubensa Barrichello - najbardziej doświadczonego kierowcy w historii Formuły 1? Cokolwiek by to nie było, aktualnie Williams-Renault jest siłą, z którą muszą się liczyć największe tuzy tego sportu. Po tegorocznych zmianach regulaminowych, cała stawka bardzo się do siebie zbliżyła. Jedni zyskali więcej, drudzy mniej, trzeci stracili. Wszystko to sprawia, że każde Grand Prix może przynieść kibicom innego zwycięzcę a w walce o pierwsze miejsce na mecie bije się na dobrą sprawę czternastu kierowców. W porównaniu z ubiegłym rokiem jest to liczba ogromna, bo aż czternastokrotnie większa. Osiem dni temu poznaliśmy piątego triumfatora, piątej eliminacji mistrzostw świata. Dwanaście miesięcy wcześniej, na tym samym torze, Pastor Maldonado mijał linię mety piętnasty ze stratą okrążenia do zwycięzcy. Właśnie dlatego uważam, że postęp wykonany przez Williamsa zasługuje na wielkie uznanie, bo dokonali rzeczy pozornie niemożliwych. Zapraszam do komentowania i wypowiadania się na ten temat, być może ktoś uważa inaczej. Zapraszam także do udziału w nowej ankiecie. | ||||||||

Trzepiesz kasiore na tym blogu ?
OdpowiedzUsuńNie sądzisz, że gdybym miał taki cel to pisałbym codziennie? Nie dostałem nawet grosza, a muszę jeszcze dokładać, bo prąd kosztuje. ;D
OdpowiedzUsuńciekawe co za lama dała słabe ,wyczuwam Huberta
OdpowiedzUsuńOczywiście, że lotus, możesz mój głos do list dopisać :))
OdpowiedzUsuń