piątek, 30 września 2011

Agresywny do przesady(?) Lewis.



Formuła 1 może ponarzekać na brak kierowców jeżdżących na granicy zdrowego rozsądku. Ciągłe kalkulowanie i branie przykładu (chyba) z Alaina Prosta, skutkuje tym, że nieczęsto oglądamy na torze agresję niezbędną w najbardziej elitarnym sporcie motorowym świata. Od 2007 roku, zachowawczą jazdę reszty stawki rekompensuje nam Lewis Hamilton. Gdy na ekranach telewizorów pojawia się Mclaren z żółtym kaskiem, "wiedzmy, że coś się będzie działo"! Na siłę, do Brytyjczyka można dołączyć Michaela Schumachera, ale zachowanie Niemca na torze podchodzi bardziej pod chamstwo, niż agresywną jazdę "z gorącą głową".


Osobiście, jestem fanem tego, co prezentuje sobą Hamilton. Sezony 2007 i 2008 przypisały mu etykietę szczęściarza, który w tak młodym wieku dostąpił zaszczytu prowadzenia bolidu wielkiej stajni. Po ciężkim, 2009 roku Lewis nabrał pokory i stał się kierowcą, który jest idealny z perspektywy kibica - szybki, solidny i agresywny. Dwa lata bez sukcesów wywołały u Lewisa niesamowity głód ponownego powrócenia na szczyt.
Czarnoskóry kierowca jest zmuszony do podejmowania ryzyka niemal na każdym okrążeniu, ponieważ przy aktualnym układzie sił, jest to jedyny sposób na odegranie znaczącej roli w wyścigu. Zupełnie inne podejście do Hamiltona ma kierowca, którego bolid jest zaparkowany po drugiej stronie garażu - Jenson Button. Starszy z kierowców Mclarena zna dokładnie możliwości swoje i swojego bolidu, i w przeciwieństwie do Lewisa - nie porywa się z motyką na słońce.

Sądzę, że aktualną sytuację w Mclarenie można porównać do tego, co miało miejsce w tej samej stajni w latach 1988,1989. Duet Hamilton-Button jest bardzo podobny do pary Senna-Prost. Ayrton - podobnie jak Lewis - nie pozwalał sobie na wolniejsze okrążenia i zbędne myślenie. Alain - podobnie jak Jenson - dojeżdżał do mety na pozycji, która go stosunkowo zadowalała punktowo. Różnica jest jedna: Mclaren w sezonach 1988,1989 dominował w mistrzostwach, a konstrukcja na rok 2011 walczy jedynie o wicemistrzostwo. Senna, jeśli wcześniej nie rozbił bolidu, wygrywał z wielką przewagą. Hamilton, jeśli pojedzie perfekcyjny wyścig, to niekoniecznie musi być na podium.

Coraz częściej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Lewis Hamilton sprawdziłby się bardziej 20-25 lat temu. Sam zainteresowany ma na ten temat podobne zdanie. Mimo, że wśród kibiców zyskuje kolejne "punkty", to zdaje się, że świat Formuły 1 aktualnie nie potrzebuje kierowcy tego typu. Kolizje, które powoduje, nie są oczywiście mile widziane, ale są wkalkulowane w ten sport od zawsze i trzeba się liczyć z tym, że przy podejmowaniu ryzyka, do takiego wypadku może dojść. Tak czy inaczej, Brytyjczyk ma w paddocku coraz mniej fanów, a grupa jego oponentów rośnie w siłę i można się spodziewać, że w najbliższym czasie coś spróbują z tym fantem zrobić.

Boję się, że piękno stylu Hamiltona zostanie "zabite" przez ludzi, którzy mają więcej do powiedzenia niż ja i jakikolwiek inny kibic. Czy na Suzuce, po spotkaniu kierowców, zobaczymy nową wersję Lewisa? Mam nadzieję, że nie, bo wtedy ze stawki ubędzie nam ostatni człowiek, a w kokpitach będzie zasiadać 24 robotów do robienia kasy.

3 komentarze:

  1. 25 year-old Database Administrator II Giles Worthy, hailing from Earlton enjoys watching movies like "World of Apu, The (Apur Sansar)" and Flower arranging. Took a trip to Historic Centre of Sighisoara and drives a Eclipse. Czytaj wiecej tutaj

    OdpowiedzUsuń
  2. 23 year old Physical Therapy Assistant Ambur Rewcastle, hailing from Mount Albert enjoys watching movies like The Private Life of a Cat and Lapidary. Took a trip to Rock-Hewn Churches of Ivanovo and drives a McLaren F1. kliknij teraz

    OdpowiedzUsuń