Sześciu wspaniałych kierowców, sześciu dwukrotnych mistrzów świata. Do tego elitarnego grona dobija się Sebastian Vettel, który wydaje się mieć niemal pewny tytuł w sezonie 2011. Czy jest ktoś, kto jest w stanie pokonać Niemca z Heppenheim? Oczywiście, że istnieje taka możliwość. Jest nawet możliwe, że Vettel w tym sezonie już nie wygra żadnego wyścigu, ale wydaje się nieprawdopodobne zniwelowanie starty dzielącej Sebastiana i pozostałych kierowców.
Za nami już 10 rund, z zaplanowanych 20, ale przypomnijmy, że GP Bahrajnu zostało odwołane, więc zostaje nam 9 weekendów wyścigowych. Drugi w klasyfikacji generalnej jest Mark Webber - Australijczyk traci do kolegi zespołowego 85 punktów. W przypadku, gdyby młodszy z duetu RBR opuścił z różnych przyczyn trzy wyścigi, a Webber wygrałby je, i tak Sebastian miałby 15 punktów przewagi. Jednakże, nie patrzałbym na Webbera jak na potencjalne zagrożenie dla mistrza świata. Musimy zdawać sobie sprawę, że "czerwone byki", to nie Williams i przy aktualnej sytuacji w mistrzostwach, kandydat do tytułu może być tylko jeden.
Ze stratą trzech punktów do Webbera jest Lewis Hamilton, punkt za Brytyjczykiem jest Fernando Alonso.
To są osoby, którym najbardziej zależy na dogonieniu Red Bulla, jednak zdaje się, że bez dużej ilości szczęścia i wzajemnej współpracy Ferrari i Mclarena, tytuł zostanie u Vettela.
Niezmiernie ważne będzie to, jak zespoły przepracują wakacyjną przerwę. Niekoniecznie prace te będą bardzo istotne w przypadku dwóch najbliższych wyścigów na torach Spa i Monza. Są to specyficzne obiekty, gdzie docisk aerodynamiczny nie odgrywa tak kluczowej roli, jak zazwyczaj. W mojej opinii będą to dwa kluczowe wyścigi dla losów tytułu mistrzowskiego. Zarówno tor w Belgii, jak i ten we Włoszech nie pasują bolidom przodującej stajni. Zadanie dla kogoś z dwójki Alonso-Hamilton jest bardzo proste - odrobić w najbliższych wyścigach do Vettela ok. 40 punktów - wtedy szansa na doścignięcie Niemca się pojawi.
O to nie będzie łatwo - w zeszłym roku zespół Christiana Hornera na szybkiej pętli toru Spa spisywał się dobrze, choć z góry zakładano, że nie jest to dobry obiekt dla nich. Webber wywalczył Pole Position, a Vettel ustawił się na czwartym polu, w jednej linii z Robertem Kubicą.
Skoro jesteśmy przy Kubicy, to warto wspomnieć, że niezwykle ważnym czynnikiem dla losów tytułów mistrzowskich będzie forma takich stajni jak: Mercedes, Force India i Renault.
Co prawda, Roberta w tym sezonie nie ma, a urwanie większych punktów w wykonaniu Petrova i Heidfelda jest wątpliwe, ale nie skreślałbym szans zwłaszcza Force India. Hinduska ekipa, w poprzednich latach, dysponując sprzętem znacznie odstającym od czołówki, potrafiła sprawić niespodziankę.
W 2009 roku, Giancarlo Fisichella zdobył Pole Position, a następnego dnia stanął na średnim stopniu podium.
Rok temu, w dziwnym wyścigu Sutil był piąty.
Aktualnie, Force India dysponuje prawdopodobnie piątym najszybszym bolidem w stawce, więc szanse na dobry wynik na Spa są wyjątkowo duże.
Po dwóch, bardzo szybkich obiektach wrócą "tradycyjne" tory, gdzie Red Bull znowu powinien brylować. Wtedy Vettel może mieć tylko jednego rywala - samego siebie.
Chyba już nikogo nie trzeba przekonywać, że Vettel jest bardzo szybkim kierowcą, który po otrzymaniu dobrego bolidu może walczyć o mistrzostwo świata. Niemiec dostał jednak więcej, dostał bolid, którym musi wygrać te mistrzostwa! Presja jest ogromna, jednak przy aktualnej klasyfikacji, może sobie pozwolić na błąd, nawet na błędy. Nie jest to dobra sytuacja, gdyż rozluźniony Niemiec może bardzo szybko, przez samego siebie stracić bardzo dużą przewagę budowaną w pierwszej części sezonu, i nagle okaże się, że nad drugim w punktacji rywalem ma przewagę zaledwie jednego zwycięstwa. Wtedy możemy być świadkami pasjonującej końcówki, ale ile tych błędów Vettel musiałby popełniać? Wcale nie tak dużo, w ostatnich dwóch wyścigach Sebastian kolejny raz udowodnił, że jego nerwy nie są ze stali i parę razy z toru wypadł.
Miał dużo szczęścia w nieszczęściu, bo wypadał z reguły na asfaltowe pobocza, ale jeśli takie błędy przydarzą się mu na torach takich jak ten w Singapurze, wtedy "Baby Schumacher" nie dowiezie cennych punktów.
Reasumując, aby "zabrać" mistrzostwo Vettelowi potrzebne będą:
-Szczęście rywali Vettela.
-Pech mistrza świata z sezonu 2010.
-Słabsza dyspozycja Red Bulla w najbliższych dwóch wyścigach.
-Dobra forma bolidów ze środka stawki.
W przeciwnym razie, Sebastian Vettel jeszcze przed GP Brazylii ( przed ostatnim wyścigiem sezonu) zostanie po raz drugi mistrzem świata i dołączy do tak wielkich kierowców jak: Jim Clark, Graham Hill, czy też Emerson Fittipaldi.
O mistrzostwie Sebastiana Vettela mówię tak:
OdpowiedzUsuńTak po prostu miało być. Bo sądzę, że to prawda. Nikt się nie spodziewał takiego obrotu sytuacji. Nikt nie sądził, że Ferrari nawali z taktyką a Fernando Alonso nie będzie w stanie wyprzedzić Pietrova. W tym roku jest podobnie. Wszyscy mówią, że Vettel zostanie mistrzem lecz jeszcze wszystko może się wydarzyć. :)
Osobiście bardzo bym się ucieszyła gdyby Sebastian powtórzył sukces :P