17:2, 18:1 - To nie jest wynik bardzo nierównego dwumeczu piłkarskiego, nie są to także czasy biegu na 200 metrów. To tylko i wyłącznie wynik zwycięstw Kubicy nad Petrovem w sezonie 2010 (kwalifikacje, wyścig).
W całej historii Formuły 1, żaden kierowca nie miał tak druzgocącej przewagi nad drugim. Tragedii by nie było, gdyby nie różnica tempa, jaka dzieliła obydwu kierowców. Weźmy pod uwagę pozycje z trzech kolejnych sesji kwalifikacyjnych - Monako, Turcja, Kanada. O ile w Turcji Rosjanin pojechał przyzwoicie, zajmując dziewiąte miejsce na starcie, (Robert był siódmy) o tyle w Monako i Kanadzie różnice były kolosalne. W obu wyścigach Vitaly startował z czternastego pola - w tym samym czasie Polak ustawiał się kolejno na drugiej i ósmej pozycji. Jeśli dodamy do tego, że w Kanadzie Robert jako jedyny z pierwszej dziesiątki użył w Q3 twardych opon - otrzymujemy bardzo jasny obraz, który przedstawia nam dominację Krakowianina.
Jeśli będziemy chcieli przywołać jakikolwiek obraz sprzed roku, związany z Vitaly Petrovem, to możliwości są dwie - będzie to rozbite R30, albo bolid z numerem dwanaście, jadący przed Alonso - pierwsza opcja nakłoni nas do refleksji na temat "Co on robi w tym sporcie?!", druga wzbudzi w nas szacunek i podziw dla debiutanta. Zarówno w Turcji, jak i w Abu Dhabi - które było ostatnim przystankiem tego cyrku nazywanego "F1" - dwukrotny mistrz świata wychodził z siebie, aby wyprzedzić "świeżaka". W Stanbule się udało dopiero po niezbyt czystym manewrze, który zakończył się "kapciem" w bolidzie Renault. W Abu Dhabi, Ferrari pozostało za dyfuzorem Petrova, finał zna każdy. Dwa mocne akcenty + solidny wyścig na Węgrzech to trochę mało jak na kierowcę piątej stajni. Dodatkowo, jeśli przeciwstawimy tym wyczynom: dokonania Roberta (w tej samej konstrukcji) i ilość rozbitych bolidów przez Vitalija, wychodzi na to, że tych dobrych występów nikt nie pamięta, bo jedyny synonim pasujący do niego w sezonie ubiegłym to: "wypadek".
Oczywiście, to wszystko było rok temu, aktualnie Vitaly jest zupełnie innym zawodnikiem, przede wszystkim dojrzał, co bardzo umiejętnie zauważył główny inżynier zespołu z Enstone - Alain Permane: "Pojechaliśmy do Melbourne i w samochodzie siedział inny Vitaly. Był bardzo skoncentrowany, nie popełnił przez cały weekend błędu i skończył na podium. Bardzo dojrzał." - chwali "Rakietę z Wyborga" Francuz.
Biorąc pod uwagę sezon ubiegły, obecnie wypada dobrze w porównaniu z kolegą zespołowym - Nickiem Heidfeldem. Pod nieobecność Kubicy, to właśnie rutynowany Niemiec miał być liderem zespołu, wychodzi jednak na to, że sprawy potoczyły się trochę inaczej. Warte dodania jest to, że w latach 2007-2009 - czyli w pełnych sezonach, kiedy Robert i Nick jeździli w tej samej stajni - Niemiec dwukrotnie kończył mistrzostwa przed Polakiem. Czy znaczy to, że Petrov jest aktualnie na poziomie Roberta z sezonu 2010? A może jest szybszy?
Permane chłodzi optymizm kibiców Rosjanina: "Myślę, że Robert wciąż byłby szybszy, ale różnica między nimi byłaby minimalna." - zakończył Alain.
Nie wiem czy "minimalna różnica" oznacza, mniejszą stratę do Roberta w czasie, czy mniejszą ilość przegranych wyścigów, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że rok temu, Kubica osiągał R30 lokaty niemożliwe, coś zupełnie ponad formę auta. Petrov aktualnie nie robi nic nadzwyczajnego, zajmuje lokaty te, które są w zasięgu. Nie wiem czy mu to wystarczy, ale jeśli R32 pozwoli na regularne podium, to duet Kubica-Petrov może przypominać lata 2005, 2006 i parę Alonso-Fisichella.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz